iWoman.pl iWoman.pl

przejdź do listy blogów przejdź do serwisu

LogowanieRejestracja

Oscypki robi się z rzepaku. Mleko już niepotrzebne

Choć wciąż brzydzę się takimi produktami, jak kawa bez kofeiny, piwo bez alkoholu, Coca-Cola bez cukru, to przyjąłem do wiadomości ich istnienie i widok takich na sklepowych półkach mnie nie dziwi.

Nie dziwią mnie również oscypki, które nie mogą się nazywać oscypkami po pierwsze dlatego, że nie zostały zrobione przez certyfikowanego górala z Tatr, a po drugie (i w sumie ważniejsze), nie mają ani kropli owczego mleka.

Ostatnio miałem przyjemność jeść prawie prawdziwe oscypki. Nie nazywały się oscypkami, bo nie były z Tatr, tylko z Beskidu Sądeckiego. Ale za to zrobione w 100 procentach z owczego mleka. Nabyłem je w Krynicy-Zdrój. Jednak na co dzień cepry są skazane na oscypki z krowiego mleka, bo tylko takie można kupić w sklepach.

Czasem lubię nawet skosztować choćby takiego krowiego pseudooscypka. Jednak to, co dziś kupiła moja Pani, przekracza nawet moje, ceprowe granice pojmowania serów. Według informacji na etykiecie, ten ser zrobiony został bez użycia mleka. Jakiegokolwiek.

Wygląda jak każdy inny pseudooscypek. Jednak ukrojony plasterek przypomina linoleum i tak też smakuje (trochę kłamię, bo nigdy nie jadłem linoleum). A z czego robi się ser bezmleczny? Producent uczciwie przedstawia skład: ser podpuszczkowy, masa serowa i (UWAGA!) tłuszcz roślinny.

Zatem do produkcji sera nie trzeba już używać mleka, wystarczy zrobić go z innego sera, podpuszczkowego (cokolwiek to jest) i masy serowej (czymkolwiek ona jest). Ale prawdziwym hitem dla mnie jest zastąpienie tłuszczu zawartego w mleku tłuszczem roślinnym.

Jak górale podchwycą, że można robić oscypka bez mleka, to zmieni się krajobraz - zamiast pasących się owiec, patrząc na połoniny będziemy podziwiać kołyszące się na wietrze łany rzepaku.

Komentarzy: 2
Krzywonos pokazała, że przebić się mogą tylko twardzielki

Wiele się mówi o tym, że w polityce potrzebnych jest więcej kobiet. Tylko wrażliwe, zwiewne nimfy są w stanie złagodzić dyskurs, sprawić, że będzie w nim mniej jadu, a więcej merytoryki.

Jednak jakoś nie wierzę w zbawienny wpływ kobiet na politykę. I wcale nie wynika to z szowinizmu czy z założenia, że kobiety sobie nie poradzą. Po prostu jeśli kobieta jest w stanie wywalczyć sobie dobre miejsce na liście wyborczej czy zaistnieć w mediach, to wcale nie jest wrażliwą, zwiewną nimfą, tylko fighterem, człowiekiem zdecydowanym, walecznym, mało sentymentalnym. Jak taka osoba ma sprawić, że polityka ma stać się łagodniejsza?

O kim jest głośno po wczorajszym zjeździe Solidarności? Gdyby nie wystąpienie Henryki Krzywonos, mówiłoby sie tylko o samcach. Jak Tusk prowokował, jak Kaczyński mówił to, co zawsze.

A dlaczego zjazd zdominowała Krzywonos? Bo była ostra, kontrowersyjna, wykrzyczała bez ogródek to, co wiele osób myśli, a większości politykom nie wypada powiedzieć głośno. Zachowała się jak baba z jajami.

Ale sam fakt, że zjazd zdominowała kobieta, nie oznacza, że polityka stała się przez to lepsza. Wcale się nie zmieniła. Jak Beata Kempa dominowała posiedzenia komisji śledczej, wcale polityka nie kipiała wrażliwością, empatią, łagodnością, merytoryką. Była rzeź taka sama, jakby samce walczyły.

Dlatego jest mi wszystko jedno, czy będzie więcej kobiet w polityce, czy mniej. Czy będą parytety, czy nie. Bo nic się nie zmieni. Kobiety potrafią być tak samo ostre jak mężczyźni, tak samo merytoryczne lub tak samo zacietrzewione.

Te bardziej wrażliwe raczej nie będą się angażować w politykę, choćby parytet dla nich był 80-procentowy.

Komentarzy: 1
Punkt G jak Grecja i grecki model rozwoju

Jeszcze nie wiadomo, ile jest w Polsce gazu łupkowego, a już ogłoszono, że jesteśmy drugą Norwegią. Jeszcze niedawno czytałem, że punkt G zapewne nie istnieje, a dziś czytam, że jest trynd, aby go powiększać.

Odkąd okazało się, że Norwegia ma ropę, kraj ten stał się bogaty: ropą, miodem i mlekiem płynącym. Gdy ogłoszono, że Polska stoi gazem łupkowym w takiej ilości, że nie tylko będziemy samowystarczalni, ale staniemy się potężnym eksporterem, stwierdzono, że powtórzymy sukces Norwegii.

Obwieszczono, że tak się stanie w momencie, gdy jeszcze nie wiadomo, ile tego gazu mamy, czy można go wydobywać, a przede wszystkim, czy opłaca się go wydobywać.

Jak usłyszałem, że będziemy drugą Norwegią, to strach mnie ogarnął. Gdy na początku lat 90. Lech Wałęsa ogłosił, że będziemy drugą Japonią, zamiast spektakularnego sukcesu, rozwoju nowych technologii, dominacji na światowym rynku, było szalejące bezrobocie, upadające państwowe fabryki i generalnie nastrój zmęczenia tym wszystkim. Za oknami panowała postpeerelowska szarzyzna przemieszana z nowokapitalistyczną krzykliwą w kolorach tandetą.

W drugiej połowie pierwszej dekady XXI wieku (nie wiem, jak mówi się o latach zerowych; są lata 20., 30., itd., a nie ma lat zerowych i dziesiętnych, dlatego użyłem takiej konstrukcji) sytuacja stała się o niebo lepsza. Wtedy Donald Tusk ogłosił, że będziemy drugą Irlandią.

I zapanował międzynarodowy kryzys. Ekonomiści obwieścili, że o Irlandii nie ma co śnić, tylko musimy się starać, aby nie stać się drugą Grecją.

W odwołaniach do Japonii, Irlandii i Norwegii chodzi o to, że są one wyznacznikami: róbmy to samo co oni, dążmy do tych samych celów, a będzie nam się żyło się tak, jak im.

A punkt G? Jest mitycznym symbolem satysfakcji z życia seksualnego, czy rzeczywiście istniejącym punktem na mapie kobiecego ciała? To chyba nie jest ważne. Ważne jest to, czy chcemy go szukać, czy nie. Samo szukanie jest celem i źródłem radości oraz sprawia, że nasze życie jest lepsze.

Ale skoro punkt G jest tak samo mityczny, jak we wspomnianym kontekście Japonia, Irlandia i Norwegia, to po co go powiększać? Skoro jest usługa powiększania, to albo ktoś nas oszukuje, albo punkt G przestał być mityczny. A skoro przestał być mityczny, to znaczy, że nie mamy do czego dążyć. Wstrzyknijmy, powiększymy i róbmy w łóżku bez wysiłku swoje, bo już nie trzeba się o nic starać.

To tak, jakby ktoś ogłosił, że bez wysiłku i bez gazu staniemy się krajem miodem i mlekiem płynącym. Niestety bez wysilania się możemy tylko - zamiast Norwegią - zostać drugą Grecją. A kryzysu na taką skalę przecież nikt w łóżku nie chce.

Czy to nie jest symptomatyczne, że w wielu językach gaz i Grecja zaczynają się na literę G? Lepiej więc się starać i wysilać, aby dążyć do ideału, niż mieć G do potęgi.

Komentarzy: 0
Nie ma powodów do śmiechu z nowej pierwszej damy

Choć od kilku dni mamy nową pierwszą parę, to na razie nigdzie się nie pokazała. Jednak już dziś wiem, że pierwsza dama nie będzie zła. Znajomi dość często podśmiewają się z Anny Komorowskiej. Bardziej kojarzy im się z panią domu niż z salonową lwicą.

Jednak co w tym złego? Emancypacja kobiet nie oznacza przymusu do robienia kariery. To prawo wyboru. Pani Komorowska wybrała dom oraz opiekę nad dziećmi i dlaczego to ma być zabawne?

Teraz musi wkroczyć na salony, bo jej życie stało się publicznym, ale przecież mieliśmy już pierwszą damę biegającą za prezydentem z kanapkami w reklamówce, poprawiającą mu krawat, itd. Jeśli taki domowo-troskliwy styl będzie prezentowała Anna Komorowska, to zwyczajnie nie będzie zmiany, więc nic się stało, nie powodów do śmiechu.

Z drugiej strony, czy potrzebna nam jest pierwsza dama salonowa lwica z krwi i kości? Gwiazda jeszcze nie daj Boże! Przecież mogłoby być tak, jak we Francji. W kraju, który odwiedza francuska pierwsza para, nie mówi sie o prezydencie, tylko o Carli Bruni. Zapowiedzią wizyty jest seria publikacji nagiej pierwszej damy i lista jej kochanków. I mamy piękne ciało, Erica Claptona, piosenki, skandale i co? Z samolotu wysiada Nicolas Sarkozy. Kto? A, to mąż Carli Bruni! W dodatku, żeby godnie prezentować się przy małżonce musi nosić buty na wysokich obcasach, a ona płaskie.

Przykład z naszego podwórka jest miły: nie trzeba pochodzić z majętnej rodziny, pozować do zdjęć, występować na estradach, mieć znanych kochanków, żeby zamieszkać w pałacu prezydenckim. Wystarczy poznać w harcerstwie miłego chłopaka, stworzyć udany związek i już. Bez skandalów.

Niewłaściwe jest też mówienie o pierwszej damie w ten sposób, jakby miała dobrze się prezentować przy kimś w typie Georga Clooneya. Ona musi się dobrze prezentować obok prezydenta, który nosi wąsa!

Nie ma więc co żałować, że nasza pierwsza dama nie jest w stylu Carli Bruni. Wyobrażacie sobie Bronisława Komorowskiego na wysokich obcasach?

Komentarzy: 13
Wózek do biegania z dzieckiem? Ludzie zastanówcie się!

OK, rozumiem kupowanie wózka do biegania, gdy rzeczywiście często się biega i to w czasie, gdy opiekunki jeszcze/już nie ma. Ale zastanawia mnie moda na wózki do biegania wśród spacerowiczów.

Zainspirował mnie tekst o baby joger i ten trynd zaliczyłem do zjawiska podobnego do noszenia butelki wody w ręku.

Po co osobie idącej z prędkością maksymalną 5 km/h hamulec w wózku? Jedyną zaletą takich wózków są duże koła, bo tylko takie sprawdzają się na koślawych chodnikach.

Jednak normalne wózki, takie porządne, z czterema kołami, konstrukcją nieodróżniające się od tych staromodnych (choć materiałami, z których są wykonane i niektórymi rozwiązaniami, już tak i to na plus), też mają wystarczającej wielkości koła.

Jedno skrętne koło z przodu wózka powoduje to, że przy wjechaniu w dziurę ono skręca, czasem pod kątem 90 stopni, co powoduje natychmiastowe zatrzymanie wózka i maleństwo, gdyby nie było przypięte, wystrzeliłoby z wózka jak z procy.

Rozumiem, że dla biegających z dziećmi (choć nie wiem, jak podczas biegu daje się dziecku mleka, gdy się głodne obudzi) odpowiedni wózek jest ważny. Jednak po co taki wózek rodzicom, którzy tylko spacerują z dzieckiem?

Oczywiście kwestia mody: wózek z czterema kołami? Bez hamulca? Obciach!

Przetestowałem kilka modeli i tak naprawdę najlepszy jest tradycyjny wózek. Taki model, dobrej firmy o międzynarodowej sławie często jest nawet droższy od wózków dla biegaczy, więc to nie kwestia oszczędzania na dziecku. Ale nie jest szpanerski - to jego wada. Jednak na maksa praktyczny.

Okazuje się to choćby przy próbie wjechania na kładkę lub zjechania do przejścia podziemnego. Najczęściej na schodach są podjazdy/zjazdy dla dwuśladów, skonstruowane tak, aby osoba pchająca wózek miała dla siebie schody, a koła wehikułu toczyły się po równej pochyłej powierzchni. Trójkołowcem trudniej pokonuje się takie architektoniczne przeszkody.

Sądzę, że podobnie jak z wodą, niektórzy ludzie mają potrzebę manifestowania, że są fit. Skoro mam wózek do biegania z dzieckiem, to znaczy, że biegam z dzieckiem, tylko akurat teraz wyjątkowo wyszłam/wyszedłem na spacer, ale częściej można mnie spotkać podczas joggingu.

Jeszcze żeby chociaż od udawania bycia fit było się fit, to bym te trendy rozumiał. Ale tak nie jest, wiec pozostaję zakutym antytrendowcem.

Komentarzy: 7
Woda nie zawsze jest zdrowa

Skoro na wodę wydajemy prawie 2,5 miliarda złotych rocznie, warto zastanowić się, na co idą nasze pieniądze. W większości przypadków, szczególnie podczas upałów, hojnie wspomagamy takie koncerny jak Danone, Nestle, czy Coca Colę, przy okazji wyrządzając sobie krzywdę.

Kupując wody o swojsko brzmiących nazwach często nie zdajemy sobie sprawy, że są to produkty wielkich międzynarodowych koncernów. Danone produkuje Żywca. Co trzeci litr sprzedawanej wody to właśnie wyrób Danona. Drugi na rynku jest koncern Nestle, właściciel Nałęczowianki i Daru Natury. Trzecie miejsce należy do Coca-Coli, która sprzedaje nam Kroplę Beskidu

Mój poprzedni wpis, w którym lekko naśmiewam się z mody na noszenie butelki wody w ręku, skomentowała melanoma pisząc, że zgodnie z zaleceniami dietetyków powinno się wypijać min. 3-4 litry płynów dziennie: głównie wody, ew. zielonej herbaty. Nawadnianie służy przemianie materii, podkręca metabolizm, służy cerze, jest niezbędne w diecie wysokobiałkowej. Cztery litry to nie byle co, więc trzeba pić niemal bez przerwy. Stąd butelka w ręku. Ot co!. Początek wpisu, z którym zgadzam się w 100 procentach pominąłem, bo nie chcę teraz pisać o urzekających dekoltach, tylko o wodzie.

Jak pisze mój zacny kolega w Money.pl, woda wodzie nie jest równa. Cytuje eksperta: W upały woda źródlana z niską zawartością minerałów może być nawet szkodliwa - wyjaśnia w Money.pl Tadeusz Wojtaszek z Polskiego Towarzystwa Magnezologicznego im. Prof. Juliana Aleksandrowicza. - Pijemy jej bardzo dużo i więcej tych ważnych związków wypłukujemy niż wchłaniamy. W ten sposób możemy zrobić sobie krzywdę.

Dalej czytamy: kupując wodę, powinniśmy zwracać uwagę na to, ile miligramów składników mineralnych na litr posiada konkretny produkt. Powinno być ich minimum tysiąc. Najważniejsze, by w wodzie było 100 miligramów magnezu i 150 wapnia. W przypadku ludzi pracujących w wysokich temperaturach – którzy dużo się pocą – należy zwrócić też uwagę na wyższą dawkę sodu.

Tych wymogów nie spełnia spora część najpopularniejszych na rynku wód.

Przeciwko modzie na wodę nic nie mam, choć przeciw modzie na ustawiczny fizyczny kontakt z butelką wody już tak. Jednak bez względu na to, czy pijemy wodę, bo jest zdrowa, czy szpanujemy z butelką wody, żeby pokazać, jacy jesteśmy fit, dla własnego zdrowia zwróćmy uwagę, jaka to woda.

Nie wiem jak Drogie Panie, ale ja jak miałbym się męczyć, żeby pić wodę, która mi szkodzi, to wolę pić piwo, które może nie jest fit, ale przynajmniej jest pyszne.

Komentarzy: 4
Poradnik podrywania, czyli jak to robią macho

Wystarczy stanąć obok pięknej kobiety i wypowiedzieć od trzech do siedmiu słów i ona idzie bez żadnych warunków wstępnych do łóżka. Nawet nie trzeba stawiać drinka! Ale nie każdy tak może. Tak potrafią tylko prawdziwi twardziele.

Dowiedziałem się tego z filmu Reich Władysława Pasikowskiego. Trochę głupio się przyznać, że ten film wczoraj widziałem po raz pierwszy. Ale może to nie jest obciach, bo produkcja raczej nie jest warta poświęconego jej czasu.

Jednak tak zafascynowały mnie dialogi - szczególnie te damsko-męskie - że nie mogłem się oderwać. O dziwo dzieci spały jak zabite. Dlaczego one stękają, jęczą, płaczą, czegoś chcą tylko wtedy, gdy leci dobry film?

Czy drogie Panie wiedzą, a może doświadczyły, na czym polega szyfr prawdziwego twardziela? Dla tych, które nie, przedstawiam dwa warianty, żebyście wiedziały jak się zachować.

Wariant 1. Twardziel 1 (Bogusław Linda) idzie do modnego klubu. Zamawia drinka (tylko dla siebie) i podchodzi do dziewczyny.

- Cześć - mówi twardziel.

- Cześć - odpowiada laska.

- Wychodzę, cześć!

- Zaczekaj!!!

Kolejna scena to już pokój hotelowy, w szczegóły nie będę się wdawał.

Wariant 2. Twardziel 2 (Mirosław Baka) widzi na wybiegu modelkę. Po pokazie bankiet. Podchodzi do niej.

- Cześć. Spotkamy się jutro o 13?

- Muszę już iść - odpowiada piękność.

Kawiarnia, jutro o 13.

- Jednak przyszłaś? - zagaduje Twardziel 2.

- Przyszłam. Czego chcesz?

- Nazwij to jak chcesz, chemia, miłość. Jesteś TĄ kobietą.

Koniec spotkania, nie idą do łóżka, ale po tych słowach ona zakochuje się w nim do szaleństwa i szuka go, bo on przez kilka godzin do niej nie dzwoni (pewnie wynika to z tego, że nie wziął od niej numeru telefonu).

Jest czego zazdrościć twardzielom. Nie wiedziałem, że tak się podrywa atrakcyjne panie. Od 15 lat wysilałam się, staram się zabłysnąć, im bardziej się staram, tym gorzej wychodzi, spinam się, jestem zestresowany. A oni powiedzą cześć i już. Uściślając, to teraz już im nie zazdroszczę, bo poza moją panią inne kobiety WCALE mnie nie interesują (pozdrawiam Kochanie, jeśli czytasz).

Jest jednak aspekt, dla którego nie zazdroszczę twardzielom. Otóż po tym, jak nawiążą stosunkowo udany kontakt, następuje totalny dramat. W przypadku Twardziela nr 2 ona tylko mówi: kocham cię, kocham cię, kocham cię i nigdy cię nie zostawię, ewentualnie kocham cię najbardziej na świecie, rozumiesz.

A twardziel tylko patrzy zblazowany i właśnie to, że ma wyraz twarzy sugerujący, że zaraz puści pawia, świadczy o tym, że jego miłość jest bezgraniczna. Oczywiście nie okazuje jej tej miłości, ale z rozmów z przyjacielem (Twardzielem 1) dowiadujemy się, że taką właśnie ją darzy.

Tego właśnie nie zazdroszczę. Siedzieć przy ukochanej kobiecie z rzadką miną, mało mówić i tylko słuchać kocham cię, kocham cię, kocham cię i nigdy cię nie zostawię to musi być męczące.

Drugi aspekt dotyczący Twardziela 2 jest taki, że trzeba się kochać w ubraniu z ubraną kobietą. Tylko majtki trzeba jej rozerwać. Co prawda ułatwia to znacznie kusa spódniczka lub sukienka (nigdy nie mogę zapamiętać, co jest czym, w każdym razie miłość Twardziela 2 spodni nie nosi), ale jednak reszta odzienia musi zostać.

Jeszcze bardziej nie zazdroszczę Twardzielowi 1. Bo on nie mógł po raz trzeci iść do łóżka z kobietą, którą wywarła na nim duże wrażenie, gdyż bał się, że się w niej zakocha. A bronił się przed miłością słowami: nie stać mnie na to. Oczywiście emocjonalnie, bo finansowo stać go na wszystko.

W filmie było parę scen, kiedy można było uwierzyć Lindzie (Twardzielowi 1), że jest zmęczony, że nie chce żyć i boi sie miłości (choć przy tak napisanych dialogach nawet Linda nie wyrabiał). Poza nim jednak już żadnemu innemu aktorowi a tym bardziej aktorkom w nic nie można było uwierzyć. Nie znam się na kinie i nie wiem, czy to wina aktorów, reżysera, scenarzysty, czy efekt pracy zespołowej.

Podsumowując: o ile trzeba twardzielom zazdrościć łatwości podrywu, to już jakości (poza atrybutami fizycznymi) nie za bardzo. W każdym razie Drogie Panie, jeśli będzie podrywał Was jakiś prawdziwy twardziel, to nie popisujcie się elokwencją. Zepsujecie tylko nastrój. I pamiętajcie, że jak podejdzie i powie cześć, to nie jest powitanie, tylko propozycja, która w wolnym tłumaczeniu oznacza:
Wszystkie dnia mego sprawy są tylko marzenia,
Które noc rozprasza, sen z myśli wypłoszy;
Bo cóż da rozkosz wargom, gdy pragną rozkoszy.
Cóż może olśnić oczy, gdy pragną olśnienia.

Komentarzy: 3
Tego lata od wody robi się mdło

Wielkie wrażenie wywarł na mnie tekst o modzie na chodzenie z wodą. Rzeczywiście na około pełno jest ludzi, którzy chodzą z butelkami wody w dłoniach. Widać schowanie ich do torby/torebki/plecaka jest obciachem.

Samo picie wody jest jak najbardziej OK, na pewno woda jest zdrowsza niż moje ulubione napoje (czego dowodzi na swoim blogu willow81), ale manifestowania, że się ją pije, za bardzo nie rozumiem. A od marketingowych wywodów, że w przypadku wody Arctic konsument jest pewny siebie, zna swoją wartość, wzbudza podziw w oczach innych robi się mdło.

Przecież cały czas mówimy o H2O. Czy zapakowanie tlenku wodoru w butelkę o takim a nie innym kształcie sprawia, że to już nie jest H2O? Najśmieszniejsze, że mimo tej całej hucpy bardziej smakuje nam kranówka niż Evian. Widzów programu Good Morning America poproszono o ocenę smaku kilku rodzajów niegazowanej wody. Niemal połowa biorących udział w tym badaniu wskazała jako najlepszą kranówkę. Woda Evian - uznawana za markę luksusową - przypadła do gustu tylko 12 proc. widzów - czytamy w iWoman.

Rozumiem, że handlowcy zrobią wszystko, żeby zwiększyć sprzedaż, że muszą ludziom coś wmówić, aby zapłacili za wodę 10 razy więcej niż jest warta. Jednak przeraża mnie skala podatności na te przekazy.
Przecież ludzie piją wodę odkąd istnieją i nagle nie wystarcza już im picie, teraz jeszcze potrzebują fizycznego kontaktu z butelką. Ciągłego.

Czy po wodzie przyjdzie moda na oddychanie? Trendy będzie manifestowanie, że się regularnie, bez przerwy oddycha?

Komentarzy: 8
Ideały nie istnieją, a poza tym, jedną wadę można mieć

Ideał to jest coś, do czego można dążyć, ale czego nigdy się nie osiągnie. To punkt odniesienia, a nie byt realny. Dlatego mierzi mnie, że współczesna medialna wioska przekonuje nas, że ideały istnieją, żyją, chodzą, jedzą, wydalają.

We wcześniejszym wpisie apelowałem, aby drogie panie nie dążyły do ideału z wybiegów mody. Po pierwsze primo, to żaden ideał, a drugie primo, to szkodliwe.

Świat zwariował, bo prezentowane w gazetach dla panów panie są idealne - spece od photoshopa potrafią zrobić wszystko. W gazetach dla pań, kobiety również są idealne. I również zawdzięczamy to grafikom. W reklamach wszyscy są idealni.

W filmach także, bo każda aktorka ma kilka dublerek. Jak trzeba pokazać zgrabny tyłek, to jest dublerka ze zgrabnym tyłkiem. W scenie jest potrzebne zbliżenie na super piersi, to filmuje się piersi dublerki. Nogi? Też z innej kobiety. Tak więc idealna kobieta powstaje z sumy kobiet, wśród których żadna nie jest idealna, ale każda ma w sobie coś wyśmienitego.

I tak powstaje złudzenie, że można być idealną, że takie osoby istnieją, są z krwi i kości. W konsekwencji panie dążą do takiego ideału wydając nawet niemałe pieniądze, więc i biznes się kręci. Są oszukiwane, tak samo jak panowie-frajerzy, którzy wierzą, że taki ideał istnieje i do niego odnoszą swoją partnerkę.

Na szczęście każda z Was ma jakieś wady (tak jak każdy z nas) i dzięki temu da się żyć. Nie wyobrażam sobie świata składającego się z idealnych cyborgów udających ludzi.

A to, że jedną wadę można mieć, potwierdza żydowska mądrość płynąca z anegdoty, w której przychodzi Abram do rabina i pyta:

- Rebe, co ja mam robić? Zeswatali mnie z Sarą, córką Josela.

- Gratuluje Abram! To wielkie szczęście, czym się martwisz?

- Rebe, ona jest brzydka i gruba!

- Ciesz się Abram, masz szczęście. Takiej żony nie będziesz musiał pilnować, nie będziesz musiał być o nią zazdrosny. Niejeden mąż jest nieszczęśliwy przez podejrzenia, a ty będziesz miał spokój.

- Ale Rebe, przecież ona jest prawie głucha!

- Abram, to wielka zaleta. Będziesz mógł w domu mówić, co tylko chcesz! Nie każdy mężczyzna ma takie szczęście.

- Ale ona jest też prawie ślepa!!!

- Ciesz się Abram, ciesz się! Nie będzie wszystkiego widzieć, co robisz, a to ważne, niejeden mąż musi się ukrywać przed wzrokiem żony, a Ty nie będziesz musiał. Szczęściarz jesteś!

- Rebe, ale ona kuśtyka!

- I czym się Ty martwisz Abram? Nawet jeśli coś zobaczy lub coś usłyszy, to łatwo uciekniesz przed jej gniewem! Szczęśliwe małżeństwo przed Tobą Abram.

- Ale Sara jest jeszcze garbata!

- No Abram, nie przesadzaj, nie przesadzaj, jedną wadę to można mieć.

Komentarzy: 1
Kobiety na kanapy, mężczyźni do szmat!?

Teraz to już koniec wymówek. Nadchodzi czas porządków, a pani siedzi w fotelu, najlepiej na balkonie lub w ogródku, a pan zapinkala - ściera kurze, szoruje wannę, myje podłogi, na koniec jeszcze okna.

W ramach krótkich przerw szykuje dla swojej pani kawę, drinka i zanosi jej, aby broń Boże nie musiała wchodzić do mieszkania. Teraz to już nie jest modna kwestia dzielenia obowiązków ani zemsty kobiet za wieki dominacji mężczyzn, tylko sprawa życia lub śmierci lepszej połowy populacji!

Okazało się bowiem, że detergenty szkodzą kobietom, nawet bardzo, a mężczyznom nie. Wniosek: ewolucja przygotowała mężczyzn do domowych porządków, a kobiety zupełnie się do nich nie nadają.

W czasach dawnych, przed wynalezieniem Domestosa, podział ról był bez znaczenia. Panie mogły zajmować się domem/szałasem, a panów te klimaty mogły zgrzewać. Jednak zmiany cywilizacyjne sprawiły, że podział ról został ściśle określony: kobiety na kanapy, mężczyźni do szmat!

Jednak panowie wcale nie są skazani na rolę naczelnych porządkowych. Skoro panie nie mogą sprzątać, panowie nie lubią i są zbyt leniwi, to pozostaje żyć w bałaganie. Może mało estetycznie będzie wyglądało rodzinne gniazdko, za to kochająca się para będzie miała znacznie więcej czasu dla siebie. A że nie wolno używać też odświeżaczy powietrza, to zapach w mieszkaniu motywuje do wyjścia z domu, na przykład na romantyczną kolację, czy na spacer do parku.

Komentarzy: 3
1 | 2 |

NAJNOWSZE WPISY

SPONSORZY

Nie masz aktywnych reklam na blogu, które będą tutaj wyświetlane za pośrednictwem Blogvertising.pl.

Aby aktywować wejdź do Panelu administracyjnym a następnie w zakładce Blogvertising.pl kliknij Aktywuj usługę.

O MNIE

Bartek Chochołowski

Kobiety powinny słuchać, co mają do powiedzenia mężczyźni. Choćby po to, żeby się nie zgodzić

Mój profil w iWoman.pl

ULUBIONE BLOGI

ARCHIWUM