Wystarczy stanąć obok pięknej kobiety i wypowiedzieć od trzech do siedmiu słów i ona idzie bez żadnych warunków wstępnych do łóżka. Nawet nie trzeba stawiać drinka! Ale nie każdy tak może. Tak potrafią tylko prawdziwi twardziele.
Dowiedziałem się tego z filmu Reich Władysława Pasikowskiego. Trochę głupio się przyznać, że ten film wczoraj widziałem po raz pierwszy. Ale może to nie jest obciach, bo produkcja raczej nie jest warta poświęconego jej czasu.
Jednak tak zafascynowały mnie dialogi - szczególnie te damsko-męskie - że nie mogłem się oderwać. O dziwo dzieci spały jak zabite. Dlaczego one stękają, jęczą, płaczą, czegoś chcą tylko wtedy, gdy leci dobry film?
Czy drogie Panie wiedzą, a może doświadczyły, na czym polega szyfr prawdziwego twardziela? Dla tych, które nie, przedstawiam dwa warianty, żebyście wiedziały jak się zachować.
Wariant 1. Twardziel 1 (Bogusław Linda) idzie do modnego klubu. Zamawia drinka (tylko dla siebie) i podchodzi do dziewczyny.
- Cześć - mówi twardziel.
- Cześć - odpowiada laska.
- Wychodzę, cześć!
- Zaczekaj!!!
Kolejna scena to już pokój hotelowy, w szczegóły nie będę się wdawał.
Wariant 2. Twardziel 2 (Mirosław Baka) widzi na wybiegu modelkę. Po pokazie bankiet. Podchodzi do niej.
- Cześć. Spotkamy się jutro o 13?
- Muszę już iść - odpowiada piękność.
Kawiarnia, jutro o 13.
- Jednak przyszłaś? - zagaduje Twardziel 2.
- Przyszłam. Czego chcesz?
- Nazwij to jak chcesz, chemia, miłość. Jesteś TĄ kobietą.
Koniec spotkania, nie idą do łóżka, ale po tych słowach ona zakochuje się w nim do szaleństwa i szuka go, bo on przez kilka godzin do niej nie dzwoni (pewnie wynika to z tego, że nie wziął od niej numeru telefonu).
Jest czego zazdrościć twardzielom. Nie wiedziałem, że tak się podrywa atrakcyjne panie. Od 15 lat wysilałam się, staram się zabłysnąć, im bardziej się staram, tym gorzej wychodzi, spinam się, jestem zestresowany. A oni powiedzą cześć i już. Uściślając, to teraz już im nie zazdroszczę, bo poza moją panią inne kobiety WCALE mnie nie interesują (pozdrawiam Kochanie, jeśli czytasz).
Jest jednak aspekt, dla którego nie zazdroszczę twardzielom. Otóż po tym, jak nawiążą stosunkowo udany kontakt, następuje totalny dramat. W przypadku Twardziela nr 2 ona tylko mówi: kocham cię, kocham cię, kocham cię i nigdy cię nie zostawię, ewentualnie kocham cię najbardziej na świecie, rozumiesz.
A twardziel tylko patrzy zblazowany i właśnie to, że ma wyraz twarzy sugerujący, że zaraz puści pawia, świadczy o tym, że jego miłość jest bezgraniczna. Oczywiście nie okazuje jej tej miłości, ale z rozmów z przyjacielem (Twardzielem 1) dowiadujemy się, że taką właśnie ją darzy.
Tego właśnie nie zazdroszczę. Siedzieć przy ukochanej kobiecie z rzadką miną, mało mówić i tylko słuchać kocham cię, kocham cię, kocham cię i nigdy cię nie zostawię to musi być męczące.
Drugi aspekt dotyczący Twardziela 2 jest taki, że trzeba się kochać w ubraniu z ubraną kobietą. Tylko majtki trzeba jej rozerwać. Co prawda ułatwia to znacznie kusa spódniczka lub sukienka (nigdy nie mogę zapamiętać, co jest czym, w każdym razie miłość Twardziela 2 spodni nie nosi), ale jednak reszta odzienia musi zostać.
Jeszcze bardziej nie zazdroszczę Twardzielowi 1. Bo on nie mógł po raz trzeci iść do łóżka z kobietą, którą wywarła na nim duże wrażenie, gdyż bał się, że się w niej zakocha. A bronił się przed miłością słowami: nie stać mnie na to. Oczywiście emocjonalnie, bo finansowo stać go na wszystko.
W filmie było parę scen, kiedy można było uwierzyć Lindzie (Twardzielowi 1), że jest zmęczony, że nie chce żyć i boi sie miłości (choć przy tak napisanych dialogach nawet Linda nie wyrabiał). Poza nim jednak już żadnemu innemu aktorowi a tym bardziej aktorkom w nic nie można było uwierzyć. Nie znam się na kinie i nie wiem, czy to wina aktorów, reżysera, scenarzysty, czy efekt pracy zespołowej.
Podsumowując: o ile trzeba twardzielom zazdrościć łatwości podrywu, to już jakości (poza atrybutami fizycznymi) nie za bardzo. W każdym razie Drogie Panie, jeśli będzie podrywał Was jakiś prawdziwy twardziel, to nie popisujcie się elokwencją. Zepsujecie tylko nastrój. I pamiętajcie, że jak podejdzie i powie cześć, to nie jest powitanie, tylko propozycja, która w wolnym tłumaczeniu oznacza:
Wszystkie dnia mego sprawy są tylko marzenia,
Które noc rozprasza, sen z myśli wypłoszy;
Bo cóż da rozkosz wargom, gdy pragną rozkoszy.
Cóż może olśnić oczy, gdy pragną olśnienia.